wtorek, 19 kwietnia 2016

12 Kroków AA, Krok Czwarty: Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny

Pixabay



Trzeba już wyjść z gniazda


No tak, kiedy pył opadł, entuzjazm mam nadzieje że nie to trzeba iść dalej. Nie oszukujmy się, każdy z nas wyrządził dużo złego, czynni alkoholicy jeszcze więcej. A ja? Bardzo dużo... Chcąc nie chcąc trzeba się z tym zmierzyć. Każdy z nas ma sumienie, tak jesteśmy stworzeni. Sam przechodziłem przez różne szkoły i nauki duchowe i nie ważne jak ładną ideologię przykleję, poczucie winy trzeba odkopać. Zakopane gnije a wiadomo że gnijąca padlina śmierdzi nawet spod ziemi. Tak więc nie ma co się oszukiwać, trzeba to przerobić.

Gdyżzżżżż, świadome poczucie winy może włączyć Cię z powrotem do błędnego koła picia. Piję bo muszę zapomnieć, chcę zapomnieć bo piję.
Nieświadome poczucie winy jest równie niebezpieczne. O ile świadome może szybko Cię zaprowadzić do picia to jednak również może wypchnąć Cię w stronę trzeźwienia. Nieświadome natomiast na pewno zatrzyma Twój rozwój a pycha nie pozwoli dostrzec problemu. Będziesz udawał że nic Ci nie jest, być może zaczepisz się o jakąś filozofię wschodu, być może wpadniesz w inne "izmy" na przykład pracoholizm.

Tak więc przyjacielu, przyjaciółko nie oszukujmy się, jest czas i miejsce by przyjrzeć się temu co się nawyrabiało. Jako uzależnieni jesteśmy niecierpliwi i unikamy odpowiedzialności. Przynajmniej było tak do czasu odstawienia alkoholu. Nauka odpowiedzialności to coś co każdy musi z nas przerobić. Oczywiście nadal uparcie uważam że nic nie muszę! Tyle że aby iść dalej to muszę wziąć za siebie odpowiedzialność.

Rozprawienie się z poczuciem winy to podstawa, ten temat należy przerobić z kimś kto ma więcej abstynencji niż Ty. Czy konieczny jest sponsor? Nie jest konieczny, może to być tzw. cichy sponsor, czyli jakiś Twój autorytet, lub osoba która Cie dobrze zna. Odradzam członków rodziny, będą brudy które można darować najbliższym.



Najpierw pycha


Taaaak, to jest coś. Jacy my na ogół dumni jesteśmy. Potrafiłem o piątej czy szóstej rano, po nocce, nieźle wstawiony śmiać się z lumpa w rowie... Byłem paskudnie dumny. Z mojego ego to mógłbym skakać na linie bungy (chyba tak się to pisze ;-) Dzisiaj moje ego jest odrobinę mniejsze. Niemal każdego dnia walczę z pychą. Jak mi się udaje wygrywać jestem nietykalny, nie da się mnie sprowokować, niezwykle szybko się uczę i ogólnie jestem skromny ;-) Kiedy ego ma przewagę, bywam... wstaw sobie co chcesz, pewnie będzie pasować ;-)

Więc tak, przeciwieństwem pychy jest pokora. Z upartością muła będę powtarzał że pokora to prawda, to umiejętność widzenia siebie w prawdzie. Takim jakim się jest. Nie na ukucka czy na kolanach. Tak jak jest, to jest pokora. Egoista zawsze stoi na palcach, ja stoję czasami nawet na szczudłach...

Podejrzewam że po kilku tygodniach / miesiącach trzeźwienia Twój mechanizm iluzji i zaprzeczeń zaczął słabnąć. Oczywiście ma go każdy z nas, uzależniony czy nie, jest on potrzebny. Dzięki niemu nie patrzymy na życie tylko i wyłącznie racjonalnie. Czy to dobrze? Oczywiście!!!

No bo tak, wsiadasz w auto i normalnie wiesz że jest spore prawdopodobieństwo wypadku, kalectwa czy śmierci. W porównaniu z samolotami czy statkami wypadków drogowych jest o wieeeeeele więcej. Jednak czy myślisz o tym że za chwilę ktoś będzie Cię spłukiwał wężem z asfaltu? Nie! Przecież byś zwariował w ciągu dnia!!! Ludzie z nerwicą natręctw coś o tym wiedzą.

Umysł czynnego alkoholika ma sporo roboty by ten nie zwariował w zderzeniu z rzeczywistością. Jednak teraz możesz zacząć się przyglądać temu co było.

Nie przepraszaj za to że żyjesz


No właśnie, nie masz przepraszać za wszystko. Nie masz przepraszać za to że żyjesz! Powiem Ci wprost, jako alkoholik  jesteś BARDZIEJ. Każdy człowiek ma pewne podstawowe instynkty, potrzeba poczucia bezpieczeństwa w tym materializm dotyka nas wszystkich. Podobnie jak seks, każde z nas go potrzebuje. Potrzeba uwagi i kochania także dotyka każdego człowieka. Alkoholik ma te wszystkie potrzeby i na ogół ma je bardziej rozkręcone. Większość z nas nie miała hamulców po kilku głębszych. Od kradzieży przez seks, przemoc, po najdziwniejsze dewiacje. Czasami była to tylko lub aż nieobecność w domu czy w swojej funkcji, matki, ojca, czy dziecka.

Pociesze Cię, znam własne życie, znam życiorysy wieeeelu ludzi uzależnionych i nie uzależnionych. Znam też historie wielu z Was, drodzy czytelnicy. Nie ma takiego badziewia które by mnie jeszcze mogło zaskoczyć. Powiem Ci tak, nie sztuką jest iść prosto. Sztuka to wstać po upadku.

Możesz również rachunek sumienia oprzeć o scenariusz przygotowania do spowiedzi. Nie każę Ci iść do konfesjonału, być może przyjdzie kiedyś czas na to. Przerób ten krok z drugim, bardziej doświadczonym alkoholikiem. A jak pójdziesz do spowiedzi to nie zapomnij poprosić księdza żeby ten zapiął pasy bezpieczeństwa w konfesjonale. Ja zapomniałem i prawie wypadł ;-)

Kartka i długopis przyjmie wszystko


Pisanie to w ogóle jest genialne na wszystko. Wiem coś o tym. Możesz spisać Twój życiorys, właściwie to piciorys w oparciu o osoby lub wartości. Te drugie to tak, zdrowie, Bóg, praca, rodzina, hobby, miłość, seks i co tam Ci przyjdzie do głowy. Jak alkohol wpłynął na nie.
Pierwszy sposób to osoby. Więc jak zraniłeś każdą z osób w Twoim otoczeniu. Ja na terapii podczas czterodniowego maratonu pisałem według osób. Kompletnie wszystko Co mi się przypomniało. Nie po łebkach, coś tam coś tam. Szczegół po szczególe. W terapii jest się w sterylnych warunkach. Twoja księga płaczu nie wpadnie w niepowołane ręce. W domu możesz pewne rzeczy pisać pewnymi kodami. Na przykład "Ukradłem rower Janka" znaczy "Ukradłem żonę Janka" ;-)

Uważam że zdrowy związek buduje się na prawdzie, jednak sądzę że pewne kwiatki o których nie wie Twoja ukochana lub ukochany a Ty jesteś teraz w porządku to bym se podarował. Ta kartka jest tylko dla Ciebie, bynajmniej na teraz, nie rań osób po fakcie. Czasami pewne rzeczy lepiej przemilczeć.

Pisałem cztery dni i czułem fizyczny ciężar, dosłownie! Nie dziw się że może Cię powykręcać, dosłownie. Absolutnie odradzam przerabiana tego kroku w całkowitej samotności, bez grupy wsparcia do której można uderzyć. Osoby z abstynencją poniżej trzech miesięcy niech traktują go jako ciekawostkę. Jeżeli nie czujesz się na siłach to daj sobie na razie spokój.

Żadnych wyrzutów sumienia

Najważniejsze na koniec. Sumienie jest nam potrzebne, dzięki niemu żyjemy w wartościowy sposób, dążymy do doskonalenia, jakże słabego gatunku ludzkiego. Jednak żadnych wyrzutów sumienia!!! To co było nie jest powodem do dumy mimo że pewne szczegóły wspomina się z uśmiechem na twarzy.

Czasami mam takie wrzutki w pamięci że z podziwu nie mogę wyjść jaki miałem zakuty łeb. Bywa że skubnie mnie jak bardzo skrzywidziłem dziewczynę w której byłem  zauroczony a dzisiaj moją żonę w której jestem zakochany do szaleństwa. Skubnie mnie że pewne rzeczy zmarnowałem, okazje przepuściłem. Czasami chciałbym nawet cofnąć czas. Jednak biorę głęboki wdech i mówię sobie:

Sylw, co Ty? Przecież Ty nie jesteś taki!!! Było minęło, jesteś mądrzejszy o to co było. Konsekwencją grypy jest gorączka i bóle mięśni. Konsekwencją alkoholizmu jest bałagan w Twoim życiu. Nie masz już grypy więc nie żyj konsekwencjami!!! Sylw! Jesteś wartościowy mimo że do dzisiaj czasami zachowujesz się jak palant. Jest dobrze, będzie jeszcze lepiej. A teraz obetrzyj się i idź z podniesionym czołem. Dzisiaj mądrzejszy o wczoraj, nic więcej nie trzeba. 

Kochani, nigdy więcej nie katujcie się wyrzutami sumienia!!! Nigdy więcej nie karmcie ich!!!

Miłego, Sylwek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz